Florencja od kuchni – co i gdzie jeść

Minęły już prawie 2 miesiące od mojej wizyty we Florencji i wreszcie znalazłam chwilę, żeby podzielić się z czytelnikami moimi kulinanymi wrażeniami.
To było moje pierwsze spotkanie ze sławną kuchnią Toskanii. Poza tym, że jada się tam najwspanialsze steki, przed wycieczką o kuchni tego regionu słynącej z tego, że najpyszniejsza, że z produktów wysokiej jakości, nie wiedziałam nic więcej. Przyznam, że zostałam zaskoczona. Przede wszystkim tym, że jada się tam zupy (choć dość odległe od tego, co zwykliśmy nazywać zupą) i podroby.

Wiedzę, gdzie i co jeść, czerpałam z przewodnika Osterie d’Italia 2011 wydanego przez Slow Food. Pozycja obowiązkowa dla tych, którzy wybierają się do Włoch i zamierzają delektować się dobrą kuchnią regionalną. Opis restauracji prócz danych adresowych, zawiera informacje o ilości stolików, godzinach otwarcia (to, że jest napisane, że otwarte na obiad i kolację, to są właśnie godziny otwarcia!!! ), możliwości płacenia kartą (nie wszędzie jest to możliwe, szczególnie jeśli mówimy o malutkich, rodzinnych knajpkach), średniej cenie posiłku, znajdziemy tam również sugestie jakie wybrać potrawy, i kilka słów o charakterze lokalu, historii powstania, ewentualnie coś na temat właścicieli i pracowników (często właściciele w swoich lokalach pracują ). Lokale wybrane przez Slow Food, znajdujące się w przewodniku, mają na drzwiach stosowne oznaczenie. Więc jeśli podróżujemy bez przewodnika, a rzuci nam się w oczy nalepka Slow Food to warto do restauracji wstąpić.

Il magazzino
Piazza della Passera, 2-3R*
tel. 055 215 969

Pierwszy obiad zjedliśmy w Il magazzino na Piazza della Passera**. Przeczytałam w przewodniku, że w tym miejscu należy zjeść flaki. Na pytanie skąd wiadomo, że to coś typowego z okolicy odpowiedź jest taka, że jeśli jest to miasto, w  którym wyróżnia sie z jakiej części żołądka flaki podano, a właściciel lokalu do którego właśnie idziemy z zawodu jest trippaio (trippa to flaki po włosku), co więcej lokal to w zasadzie nawet nie trattoria a tripperia, to z dużym prawdopodobieństwem flaki są daniem typowym.

Zjedliśmy trippa alla fiorentina i cartocio del trippaio, popiliśmy winem domu, zadowoleni i najedzeni poszliśmy zwiedzać dalej. Miejsce godne polecenia, przytulne, dość nowoczesne. Jeśli ktoś się spieszy, warto zarezerwować stolik, my musieliśmy poczekać pół godziny aż zwolni się miejsce. W ciepłe dni można jeść na zewnątrz.

Ruggero
Via Senese, 89 R
tel. 055 22 05 42

Oddalona od Centrum trattoria Ruggero była miejscem, które wybraliśmy na kolację. Ciepła, ciasno zastawiona stolikami, z kelnerami, którzy śmiało mogliby brać udział w zawodach na najsprawniejszą obsługę.

Tu skusiliśmy się na zupę, spróbowaliśmy ribollita i pappa al pomodoro. Obie tak gęste, że po nabraniu jednej łyżki zupy, na talerzu pozostwało po zupie puste miejsce (patrz zdjęcie). Na drugie danie wybraliśmy lingua in salsa verde (ozór w zielonym sosie) – zaskakująco dobry i pieczoną jagnięcinę. Nie tylko dobrze zjedliśmy, ale spędziliśmy czas w bardzo dobrej atmosferze.

Al Tranvai
Piazza Tasso, 14 R
tel. 055 225 197

Kultowy lokal Tramwaj nie jest dla tych co się spieszą. Być może nie jest tam tak codziennie, ale my naczekaliśmy się długo najpierw na miejsce, potem na kelnera, który w końcu usiadł sobie koło nas i opowiedział, jaki jest zmęczony i jakie mu dziś zrobiono zamieszanie. W oczekiwaniu na jedzenie nawiązaliśmy miłą pogawędke z innymi zgłodniałymi gośćmi.

W lokalu możemy poczuć się, jak w tramwaju w godzinach szczytu, i nie tylko ze względu na panujący tam tłok. Usiąść można na drewnianej ławce ze starego tramwaju, cały wystrój jest… mocno tramwajowy.

Jako antipasto pojawiły się toskańskie wędliny i bruschetta, potem przyszedł czas na penne alla chiantigiana (znakomite!) i maltagliati all’anatra (źle pocięte z kaczką). Na deser mus czekoladowy i ciepłe ciasto z suszonymi figami i orzechami (pyszne!). Opłaciło się czekać. Wino w lokalu podawane jest w bukłakach, na rachunku znajdziemy taką ilość wina, jaką spożyliśmy.

Klika słów o chlebie

Tradycyjny chleb toskański jest robiony na zakwasie (ale nie ma kwaśnego posmaku) i nie ma w nim soli. Jedni mówią, że to dlatego, by chleb nie konkurował ze smakiem dodatków, np. wędlin, a inni, że to pozostałość po czasach, kiedy Pisa miała monopol na sól i podniosła ceny. Chleb jest w formie bochenków półkilowych, prawdziwy florentczyk bułek nie kupuje. Bochenek chleba toskańskiego jest świeży (ze świeżością to może przesada, ale na pewno miękki i zdatny do spożycia) przez tydzień. To co nie zostanie zjedzone i osiągnie konsystencję kamienia, zostaje spożytkowane na zupę – na przykład wspomniane wcześniej ribollita i pappa al pomodoro.

________________________________________________________________
Przypisy

*R przy adresie oznacza numer czerwony (rosso). Numery domów dzielą się we Florencji na czarne (tak naprawdę powinny być niebieskie) i czerwone. Czarnymi oznaczone są budynki mieszkalne, czerwonymi – lokale usługowe (sklepy, restauracje). Na tej samej ulicy mogą istnieć dwa domy oznaczone tym samym numerem, jeden czarnym, drugi czerwonym, i mogą być oddalone od siebie nawet o kilkadziesiąt metrów (3R niekoniecznie znajduje się obok 3). Przy adresie, który dotyczy numeru niebieskiego nie pojawia się żadna literka (3 oznacza 3 niebieskie), a przy numerze czerwonym pojawia się R (3R nie czytamy tre erre, ale tre rosso).

** Passera oznacza samiczkę wróbla; w 1348 roku, na tym placu, dzieci znalazły chorego wróbla, mimo troskliwej opieki ze strony małych mieszkańców Florencji – wróbel zdechł, dzieci zachorowały na dżumę i rozpętała się epidemia. W to wyjaśnienie nazwy placu nie wierzy nikt. Passera jest też wulgarnym określeniem na żeńskie narządy płciowe. Na placu mieścił się kiedyś sławny przybytek uciech wiadomych, odwiedzany chętnie przez wielkiego księcia Cosimo I.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Podróże kulinarne i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Florencja od kuchni – co i gdzie jeść

  1. smakowite.com pisze:

    Fajna relacja, ale napisz coś więcej o penne alla chiantigiana, bo bardzo ładnie wyglądają🙂

    • cucinissima pisze:

      Prócz tego, że penne były z mięsem i z winem, i że było to przepyszne, nie wiem nic😀 pobieżne przeszukanie internetu nie dało zbyt wielu rezultatów. Poszukam jeszcze. A najlepiej jedź do Florencji i wpadnij do ai Tranvai!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s