Sezon pomarańczowy – sałatka z fenkułem

Sezon pomarańczowy, niestety,  powoli się kończy. Może jeszcze zdążycie przygotować tą prostą i smaczną sałatkę. Można ją zjeść jako antipasto lub dodatek do grillowanego mięsa lub ryby. Przepis (a właściwie inspirację, bo uprościłam trochę) znalazłam w książce Cucchiaio d’Argento Cucina Regionale, w rozdziale poświęconym kuchni Sycylii.

Zdjęcie w dzisiejszym wpisie nie jest mojego autorstwa – dziękuję Tomaszowi Cz. za pomoc w krojeniu składników sałatki, zrobienie zdjęcia i zgodę na jego publikację.

Sałatka z pomarańczy i fenkuła (kopru włoskiego)

Porcja dla 4 osób

Składniki

1 korzeń kopru włoskiego
2 pomarańcze (najlepiej sycylijskie)
łyżka oliwy
1-2 łyżki soku z cytryny
sól
pieprz

Przygotowanie

Fenkuł przekrój na pół i pokrój w piórka najcieniej, jak potrafisz (im cieniej to zrobisz, tym sałatka będzie smaczniejsza), opłucz i zostaw na chwilę, żeby odcieknął. Pomarańcze obierz dokładnie ze skórki (również z jej białej części), pokrój w cienkie pół plasterki.
Oliwę wymieszaj dokładnie z sokiem z cytryny, dodaj sól i pieprz. Jeśli na korzeniu było odrobinę koperku, pokrój go (lub poszarp palcami) i również dodaj do oliwy z cytryną. Wymieszaj delikatnie fenkuł z pomarańczą, polej oliwą z cytryną i przyprawami.

Opublikowano Antipasti, Dodatki do dań | Otagowano , , , , | Dodaj komentarz

Pora na pora: tartrà porowo-parmezanowe

Późna jesień i zima to zdecydowanie pora na pora. Najsłynniejsze włoskie pory pochodzą z Cervere. Gdyby ktoś chciał się wybrać do Piemontu na święto pora, to wypada zrobić to w listopadzie: zaczyna się w drugą sobotę listopada i trwa trzy weekendy.

Tartrà groszkowe, o którym pisałam jakiś czas temu, to bardzo dobre antipasto. Moja fantastyczna książka kucharska Mangiare di stagione (jeść sezonowo), wydana przez Slow Food Editore zainspirowała mnie do zrobienia porowo-parmezanowej wersji tego dania. Książka podaje prostszą wersję tego przepisu, efekt równie pyszny. Tym razem babeczki bez sosu – dzięki podsmażonemu na maśle porowi i dużej ilości parmezanu, same w sobie mają wystarczająco wyrazisty smak.

Tartrà porowo-parmezanowe

Porcja na 6 torcików

Składniki

1 por (około 300g)
5 łyżek śmietany
100g tartego parmezanu
2 jajka
1 żółtko
sól
pieprz
masło
oliwa z oliwek

Przygotowanie

Pora pokrój na kawałki, wrzuć na patelnię z oliwą i łyżką masła, podsmaż, przykryj i duś, aż będzie miękki. Ostudź i zmiksuj blenderem. Dodaj jajko, żółtko, parmezan, śmietanę, zmiksuj, dodaj sól i pieprz. Wlej do foremek nasmarowanych masłem (nie napełniaj foremki do końca, bo w trakcie pieczenia masa zwiększy objętość).

Ja używam foremek aluminiowych do panny cotty o pojemności około 100ml. Można użyć jednorazowych pojemniczków (przeznaczonych do użycia w wysokich temperaturach) o innym kształcie, małych żaroodpornych naczyń, nawet o większej objętości – wtedy gotowe torciki można pokroić.

Foremki zakryj od góry folią aluminiową, wstaw do naczynia żaroodpornego wypełnionego wodą (woda powinna sięgać 3/4 wysokości foremki). Piecz w kąpieli wodnej 45 minut w piekarniku nagrzanym do 160°C.

Wyjmij z foremek, podawaj.

Opublikowano Antipasti | Otagowano , , , , | 4 komentarzy

Danie dla Kłapouchego

‘Oset nie ma żadnego pożytku z tego, kiedy się na nim siedzi. To odbiera mu życie.’ – Kłapouchy

Kiedy pierwszy raz mój kolega z pracy powiedział mi, że cardo to bardzo smaczne zimowe warzywo, nie miałam pojęcia o czym mowa. Po pobieżnych poszukiwaniach w internecie okazało się, że chodzi o…. oset. Tak naprawdę cardo trochę różni się od polnego ostu, który można spotkać w Polsce na łące, i jeśli mówimy o cardo jadalnym raczej należałoby powiedzieć, że chodzi o kard, ale pozwolę sobie w poniższym przepisie używać słowa oset.

Przepis na to fantastyczne risotto znalazłam w miesięczniku ‘La Cucina Italiana’

Risotto z ostem i kiełbaską

Porcja dla 4 osób

Składniki

320g ryżu Carnaroli
450g łodyg ostu jadalnego (cardo)
200g surowej wieprzowej kiełbaski (salsiccia)
(na temat tego, co rozumiem pod pojęciem salsiccia pisałam we wstępie do przepisu na obiad z perliczką)
50g tartego parmezanu lub grana padano
75g masła
plasterek cytryny
sól

Przygotowanie

Obetnij liście ostów i ewentualnie suche lub zniszczone części. Odłoż delikatne białe pędy (znajdziesz je w wewnętrznej części warzywa), resztę pokrój na kawałeczki.

Zagotuj wodę z plasterkiem cytryny, wrzuć pokrojony oset, gotuj 40 minut, na koniec posól. Odcedź kawałki ostu, zachowaj wodę od gotowania. Połowę warzywa utrzyj blederem.

Kiełbaskę wyjmij z flaka i rozdrobnij. Podsmaż 4/5 minut na patelni (bez dodatkowego tłuszczu). Odłożone wcześniej pędy ostu pokrój na kawałki i wrzuć do kiełbaski, smaż 5 minut.

W dużym garnku rozpuść 55g masła, wrzuć ugotowane kawałeczki ostu i połowę kiełbaski z pędami, podsmaż 2 minuty. Wrzuć ryż, gotuj 1 minutę, tak żeby się lekko zeszklił. Podlej wodą z gotowania ostu, tyle żeby zakryć ryż. Gotuj, aż ryż wchłonie płyn, od czasu do czasu zamieszaj, wlej kolejną porcję wody. Gotuj w ten sposób 18 minut na małym ogniu. Zdejmij z ognia, dodaj pozostałe masło, krem z ostów, parmezan i kiełbaskę z pędami, wymieszaj. Podawaj od razu.

Opublikowano Pierwsze dania | Otagowano , , , , , , , | 3 komentarzy

Wpis mniej kulinarny – kuchenna kreacja

Dziś nie będzie przepisu, ani kulinarnych opowieści. Dziś chciałam Wam pokazać, jak wyglądam, kiedy gotuję. Mam specjalnie na kuchenne okazje piękną kreację – fartuch COOKie, model Natasza (poprosiłam o uszycie fartucha z wiązaniem, jak w modelu Julietta). Być może niektórzy z Was o COOKie słyszeli. Filozofia producentów tych fartuchów  jest taka, że kobieta ładnie i seksownie może wyglądać nawet w kuchni. Fartuchy COOKie istotnie są przepiękne. Są również praktyczne, wykonane z grubego płótna, które rzeczywiście chroni nawet przed pryskającym tłuszczem, i z którego plamy można wywabiać do woli.

Więcej o fartuchach na stronie http://looklikecookie.com/

Serdecznie dziękuję Joannie, ze sesję zdjęciową.

.

.

Opublikowano Od autora | 21 komentarzy

Kuchnia ‘mojego’ regionu – zuppa pavese

Naszła mnie ostatnio refleksja, że prawie w ogóle nie publikuję na blogu potraw kuchni Lombardii, a przecież w tym właśnie regionie mieszkam. Jak do tej pory pojawiło się tylko risotto alla milanese. Ale dziś kolejna potrawa, zupa z Pawii (nie, nie z pawia, tylko zuppa pavese, czyli w zasadzie zupa pawijska – o ile takie słowo istnieje).

Pawia jest przeuroczą miejscowością położoną 30km od Mediolanu. Jeśli ktoś będzie w okolicy, to Pawię trzeba zobaczyć koniecznie.

Jeśli mamy już gotowy rosół (lub bulion) to przygotowanie dania jest bardzo proste i szybkie. Ja ostatnio użyłam rosołu wołowego. Znalazłam i wypróbowałam kilka sposobów na przygotowanie tej zupy, warianty są opisane poniżej. Nie wiem, w którym wypadku wychodzi najsmaczniejsza, efekt końcowy jest dość podobny (oczywiście użycie masła czy oliwy ma znaczenie dla smaku dania), więc…. należy się pokierować własną wygodą.

Zuppa pavese

Porcja dla 4 osób

Składniki

około 1l bulionu lub rosołu (ulubionego, takiego jaki najlepiej wychodzi, byle nie z kostki)
4 kromki chleba
4 jajka
150 g grubo utartego parmezanu
masło lub oliwa

Przygotowanie

Kromki chleba zarumienić w piekarniku (lub w tosterze), nasmarować niewielką ilością masła lub oliwy. Kromki można też podpiec na patelni wysmarowanej oliwą.

Tak przygotowany chleb umieścić w głębokich talerzach lub miseczkach z płaskim dnem. Na każdej kromce położyć rozbite jajko, posolić, posypać pieprzem (jeśli rosół jest bardzo przyprawiony to ograniczyć przyprawy), posypać grubo utartym parmezanem, zalać wrzącym rosołem. Pod wpływem ciepła rosołu białko jajko się zetnie, a parmezan delikatnie rozpuści.
W niektórych przepisach można znaleźć sugestię, żeby naczynia (koniecznie żarodoporne) z zupą wstawić do gorącego piekarnika, tak by parmezan się rozpuścił. Jeśli jednak rosół jest naprawdę gorący to z mojego doświadczenia wynika, że nie potrzeba tego robić.

Opublikowano Pierwsze dania | Otagowano , , | 2 komentarzy

Zimowe caprese – mozzarella z pomarańczą

W zimie, kiedy pomidory nie są tak pomidorowe jak latem, a za to pomarańcze są tak pomarańczowe jak tylko potrafią, zamiast klasycznego caprese z mozzarelli, pomidora i bazylii proponuję mozzarellę z pomarańczą i oliwkami. Mozzarella, jedyna słuszna, to oczywiście ta z mleka bawolego.

Zimowe caprese – mozzarella z pomarańczą

Porcja dla 4 osób

Składniki

2 kule mozzarelli z mleka bawolego, każda o masie około pół kg
4 pomarańcze
kilka zielonych oliwek bez pestek, z zalewy
oliwa z oliwek
słodka papryka w proszku

Przygotowanie

Pomarańcze dokładnie obierz i oczyść z białej skórki. Pokrój mozzarellę, pomarańcze i oliwki w plasterki.Na talerzu układaj na przemian plasterki mozzarelli i pomarańczy, oprósz delikatnie papryką w proszku, ułóż kawałeczki oliwek. Polej oliwą z oliwek. Podawaj z pieczywem.

Opublikowano Antipasti | Otagowano , , | 2 komentarzy

Florencja od kuchni – co i gdzie jeść

Minęły już prawie 2 miesiące od mojej wizyty we Florencji i wreszcie znalazłam chwilę, żeby podzielić się z czytelnikami moimi kulinanymi wrażeniami.
To było moje pierwsze spotkanie ze sławną kuchnią Toskanii. Poza tym, że jada się tam najwspanialsze steki, przed wycieczką o kuchni tego regionu słynącej z tego, że najpyszniejsza, że z produktów wysokiej jakości, nie wiedziałam nic więcej. Przyznam, że zostałam zaskoczona. Przede wszystkim tym, że jada się tam zupy (choć dość odległe od tego, co zwykliśmy nazywać zupą) i podroby.

Wiedzę, gdzie i co jeść, czerpałam z przewodnika Osterie d’Italia 2011 wydanego przez Slow Food. Pozycja obowiązkowa dla tych, którzy wybierają się do Włoch i zamierzają delektować się dobrą kuchnią regionalną. Opis restauracji prócz danych adresowych, zawiera informacje o ilości stolików, godzinach otwarcia (to, że jest napisane, że otwarte na obiad i kolację, to są właśnie godziny otwarcia!!! ), możliwości płacenia kartą (nie wszędzie jest to możliwe, szczególnie jeśli mówimy o malutkich, rodzinnych knajpkach), średniej cenie posiłku, znajdziemy tam również sugestie jakie wybrać potrawy, i kilka słów o charakterze lokalu, historii powstania, ewentualnie coś na temat właścicieli i pracowników (często właściciele w swoich lokalach pracują ). Lokale wybrane przez Slow Food, znajdujące się w przewodniku, mają na drzwiach stosowne oznaczenie. Więc jeśli podróżujemy bez przewodnika, a rzuci nam się w oczy nalepka Slow Food to warto do restauracji wstąpić.

Il magazzino
Piazza della Passera, 2-3R*
tel. 055 215 969

Pierwszy obiad zjedliśmy w Il magazzino na Piazza della Passera**. Przeczytałam w przewodniku, że w tym miejscu należy zjeść flaki. Na pytanie skąd wiadomo, że to coś typowego z okolicy odpowiedź jest taka, że jeśli jest to miasto, w  którym wyróżnia sie z jakiej części żołądka flaki podano, a właściciel lokalu do którego właśnie idziemy z zawodu jest trippaio (trippa to flaki po włosku), co więcej lokal to w zasadzie nawet nie trattoria a tripperia, to z dużym prawdopodobieństwem flaki są daniem typowym.

Zjedliśmy trippa alla fiorentina i cartocio del trippaio, popiliśmy winem domu, zadowoleni i najedzeni poszliśmy zwiedzać dalej. Miejsce godne polecenia, przytulne, dość nowoczesne. Jeśli ktoś się spieszy, warto zarezerwować stolik, my musieliśmy poczekać pół godziny aż zwolni się miejsce. W ciepłe dni można jeść na zewnątrz.

Ruggero
Via Senese, 89 R
tel. 055 22 05 42

Oddalona od Centrum trattoria Ruggero była miejscem, które wybraliśmy na kolację. Ciepła, ciasno zastawiona stolikami, z kelnerami, którzy śmiało mogliby brać udział w zawodach na najsprawniejszą obsługę.

Tu skusiliśmy się na zupę, spróbowaliśmy ribollita i pappa al pomodoro. Obie tak gęste, że po nabraniu jednej łyżki zupy, na talerzu pozostwało po zupie puste miejsce (patrz zdjęcie). Na drugie danie wybraliśmy lingua in salsa verde (ozór w zielonym sosie) – zaskakująco dobry i pieczoną jagnięcinę. Nie tylko dobrze zjedliśmy, ale spędziliśmy czas w bardzo dobrej atmosferze.

Al Tranvai
Piazza Tasso, 14 R
tel. 055 225 197

Kultowy lokal Tramwaj nie jest dla tych co się spieszą. Być może nie jest tam tak codziennie, ale my naczekaliśmy się długo najpierw na miejsce, potem na kelnera, który w końcu usiadł sobie koło nas i opowiedział, jaki jest zmęczony i jakie mu dziś zrobiono zamieszanie. W oczekiwaniu na jedzenie nawiązaliśmy miłą pogawędke z innymi zgłodniałymi gośćmi.

W lokalu możemy poczuć się, jak w tramwaju w godzinach szczytu, i nie tylko ze względu na panujący tam tłok. Usiąść można na drewnianej ławce ze starego tramwaju, cały wystrój jest… mocno tramwajowy.

Jako antipasto pojawiły się toskańskie wędliny i bruschetta, potem przyszedł czas na penne alla chiantigiana (znakomite!) i maltagliati all’anatra (źle pocięte z kaczką). Na deser mus czekoladowy i ciepłe ciasto z suszonymi figami i orzechami (pyszne!). Opłaciło się czekać. Wino w lokalu podawane jest w bukłakach, na rachunku znajdziemy taką ilość wina, jaką spożyliśmy.

Klika słów o chlebie

Tradycyjny chleb toskański jest robiony na zakwasie (ale nie ma kwaśnego posmaku) i nie ma w nim soli. Jedni mówią, że to dlatego, by chleb nie konkurował ze smakiem dodatków, np. wędlin, a inni, że to pozostałość po czasach, kiedy Pisa miała monopol na sól i podniosła ceny. Chleb jest w formie bochenków półkilowych, prawdziwy florentczyk bułek nie kupuje. Bochenek chleba toskańskiego jest świeży (ze świeżością to może przesada, ale na pewno miękki i zdatny do spożycia) przez tydzień. To co nie zostanie zjedzone i osiągnie konsystencję kamienia, zostaje spożytkowane na zupę – na przykład wspomniane wcześniej ribollita i pappa al pomodoro.

________________________________________________________________
Przypisy

*R przy adresie oznacza numer czerwony (rosso). Numery domów dzielą się we Florencji na czarne (tak naprawdę powinny być niebieskie) i czerwone. Czarnymi oznaczone są budynki mieszkalne, czerwonymi – lokale usługowe (sklepy, restauracje). Na tej samej ulicy mogą istnieć dwa domy oznaczone tym samym numerem, jeden czarnym, drugi czerwonym, i mogą być oddalone od siebie nawet o kilkadziesiąt metrów (3R niekoniecznie znajduje się obok 3). Przy adresie, który dotyczy numeru niebieskiego nie pojawia się żadna literka (3 oznacza 3 niebieskie), a przy numerze czerwonym pojawia się R (3R nie czytamy tre erre, ale tre rosso).

** Passera oznacza samiczkę wróbla; w 1348 roku, na tym placu, dzieci znalazły chorego wróbla, mimo troskliwej opieki ze strony małych mieszkańców Florencji – wróbel zdechł, dzieci zachorowały na dżumę i rozpętała się epidemia. W to wyjaśnienie nazwy placu nie wierzy nikt. Passera jest też wulgarnym określeniem na żeńskie narządy płciowe. Na placu mieścił się kiedyś sławny przybytek uciech wiadomych, odwiedzany chętnie przez wielkiego księcia Cosimo I.

Opublikowano Podróże kulinarne | Otagowano , , , , , , , | 2 komentarzy